przemyślenia

Legenda o babochłopach, czyli rzecz o feminizmie.

 

Feminizm.

To, że przeciętna Grażyna nie zna prawidłowej definicji tego słowa, nie jest dla mnie zaskoczeniem. Tym bardziej przeciętny Janusz.

Grażyna zapytana o to czy jest feministką odpowie, że gdzie tam, ona nogi goli, nie nienawidzi facetów. Wprawdzie mają swoje wady, potrafią zachlać ryja, po pracy zasiąść przed tv zostawiając Grażynę ze wszystkimi obowiązkami domowymi samą, ale ona jest mężatką tak jak powinna, dzieci z Januszem ma. Jest jak jest, ale ona prawidłową drogą poszła. Nie jest żadną wariatką, która zionie nienawiścią do mężczyzn i maszynek do golenia.

Janusz natomiast odpowie, że on by się z feministką nigdy nie ożenił. Jak to tak, z babochłopem? W życiu! On jest prawdziwym facetem, Polakiem z krwi i kości, żadnych feministek nie chce.

Taaa…

Ale Janusz i Grażyna to jeszcze nie jest najgorsze zło.

Gorzej jest, kiedy ci, którzy parają się polityką, reprezentują ludzi, chcą mówić w imieniu innych, być wysłuchanymi – pierdolą takie bzdury, że mózg się sam lasuje, a oczy krwawią. To jak ci, którzy piszą o ignorancji mając na myśli ignorowanie, i w sumie nie wiedzą, że to dwa różne słowa, ale ignorancja brzmi lepiej. Mądrzej tak jakoś.

W ciągu kilku ostatnich dni widziałam w internecie oba przypadki. Janusza i Grażyny oraz polityków.

Na fb należę do różnych grup. Na jednej z nich dziewczyna zapytała czy ma dać jeszcze jedną szansę, czy zwyczajnie zasadzić kopniaka w dupę koleżce, którego utrzymuje, bo on jak twierdzi ‘wstydzi się’ pracować.

Nie o oczywisty wybór odpowiedzi tutaj chodzi. Chodzi o komentarz, który był gdzieś tam pod postem.

Chodzi o komentarz w stylu, że ‘jak to, nierób? Wywal na zbity pysk. To facet powinien zarabiać więcej niż kobieta’ – zapewne pani miała na myśli, że w związku. ALE

No właśnie, jest ale. Drogie panie, takimi tekstami same sramy sobie w gniazdo. I zamiast grać do jednej bramki, sprzedajemy sobie kosy.

GDZIE jest napisane, że to facet ma zarabiać więcej?

Jeśli chodzi o politykę, to mój brat często (za często) udostępnia posty niejakiego Dobromira Sośnierza. Pan ten jest posłem niezrzeszonym do Parlamentu Europejskiego. I ja dość często zgadzam się z jego postulatami, choć jak dla mnie, sporo z nich jest zbyt radykalnych, zbyt prawicowych, dlatego nie mogę się do nich przekonać. I wtedy JEB!

Post taki jak ten

Moje kolejne plakaty, które zawisły dzisiaj w Katowicach, wywołały w mediach nadspodziewaną burzę. Nie sądziłem, że…

Gepostet von Dobromir Sośnierz am Donnerstag, 25. April 2019

Pan Sośnierz taki chce być mądry, a definicji słowa feminizm nie zna. Drogi Panie Dobromirze, tamte panie to PSEUDO-feministki. I nie ma czegoś takiego jak prawdziwa kobieta i nie prawdziwa kobieta. Każda z nas jest prawdziwa, różnimy się jedynie poglądami.

Drogie siostry, każda z nas jest prawdziwą kobietą – niezależnie od tego czy chce pracować w przedszkolu, sklepie, kopalni czy na kutrze rybackim. Zapewniam, że w dwóch ostatnich zawodach kobietom przyrodzenie nagle nie urośnie.

Nie zaprzepaśćmy kilkudziesięcioletniej pracy prawdziwych feministek.

Feministka to nie kobieta, która nie goli nóg czy pach, chodzi wyłącznie w spodniach, nienawidzi mężczyzn (pewnie lesba, wiadomix) i pracuje na budowie.

W feminizmie nie chodzi o równy przydział obu płci do każdego zawodu, wykonywanie dokładnie tych samych czynności w równym stopniu z mężczyznami. Moi drodzy, może się to wydawać dziwne, ale różnice w fizyczności kobiet i mężczyzn są widoczne. Zaskakujące, wiem. Ale jest to jeden z powodów tego, że totalna równość na KAŻDYM polu pomiędzy płciami jest niemożliwa.  Feminizm nie polega na tym, żeby forsować kobiety do noszenia ciężkich rzeczy, bo mężczyźni mają ku temu lepsze predyspozycje. Ani na tym, by jakimś cudem zmusić mężczyzn do rodzenia dzieci.

Dzięki feministkom mogłyśmy przestać być maszynkami do rodzenia dzieci i usługiwania mężczyźnie bez możliwości zabrania głosu w jakiejkolwiek sprawie. Nie musimy żyć w bajce, która jest combo Kopciuszka i co rok prorok.

Dzięki feministkom możemy głosować. Możemy uczyć się, studiować, robić badania naukowe. Ba, nawet banalnie możemy nosić spodnie 🙂 To wywalczyły dla nas poprzednie pokolenia feministek.

Te dzisiejsze walczą o równouprawnienie w pracy – czyli równe szanse na stanowisko i takie samo wynagrodzenie w pracach, w których płeć nie ma znaczenia. Fajnie jak pani dyrektor może zostać panią dyrektor i zarabiać takie same pieniądze jak jej kolega z gabinetu obok – pan dyrektor. Fajnie, jak pani manager ma szansę zostać panią manager i nie jest z góry na przegranej pozycji w konkurencji o stanowisko z mężczyzną, który raczej nie weźmie L4 w ciąży, macierzyńskiego i wychowawczego. Co najwyżej 2 tygodnie tacierzyńskiego. I wiadomo, jak dzieciak zachoruje, to jego żona weźmie lekarskie, nie on.

P.S. Dajcie nauczycielom te podwyżki. Za dużo ludzi nie zna jezyka polskiego i nie opanowało czytania ze zrozumieniem.

*Post pisany z nutą sarkazmu

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.